Na początek.

Wszystko zaczęło się od eksperymentalnego fanpage'a na Facebooku - czy można dotrzeć do ludzi pisząc ściany tekstu i bardzo rzadko poka...

poniedziałek, 19 lutego 2018

Podkładanie świni...

Zastanawia mnie postać obecnego Głównego Konserwatora Przyrody, bo wszystko wskazuje na to, że przez konserwację przyrody rozumie konserwację w formalinie. Ale do rzeczy.
OKO.press dotarło do pisma GKP do dyrektorów Parków Narodowych, który nakazuje ograniczenie liczebności (czytaj: odstrzał) dzików. Do 0,1 dzika na km2 na wschód od Wisły i 0,5 dzika na km2 na zachód od Wisły. Dodatkowo w PN w których do tej pory odstrzał nie był prowadzony ma się on rozpocząć.
Ten kolejny dziwaczny pomysł ministerstwa sfinansowany zostanie oczywiście z budżetów Parków Narodowych. Pismo kończy się jakże abstrakcyjnym w tej sytuacji sformułowaniem "Pragnę przypomnieć, że wszelkie działania w powyższym zakresie należy przeprowadzać z poszanowaniem celów ochrony przyrody".
Ja, za to, pragnę przypomnieć, że zdarzały się przypadki gdzie wektorem przenoszenia ASF byli myśliwi, mający do czynienia z martwym zarażonym dzikiem.
Warto też pamiętać, że zdaniem naukowców z IBS PAN, wytrzebienie (bo mówimy tutaj o odstrzale blisko 5% polskiej populacji dzika w ciągu kilku miesięcy) dzików na dużych obszarach Polski Wschodniej do prowadzi do "zasysania" populacji zza wschodniej granicy. Populacji zarażonych ASF.
Jak zwykle ministerstwo przy pomocy myśliwych usiłuje "naprawiać" przyrodę nie zdając sobie z prawy z rządzących nią mechanizmów.

https://oko.press/images/2017/08/pismoasf-got.png

poniedziałek, 12 lutego 2018

Myślistwo, łowiectwo i ekologia.

Będzie o myślistwie. Polskim.
O myśliwych jest ostatnio głośno, głównie za sprawą nowelizacji ustawy "prawo łowieckie" oraz kwestii odstrzału Żubrów w Puszczy Boreckiej.
Pierwsza kwestia jest właściwie nie do obrony. Możliwość wjeżdżania z polowaniem na teren prywatny, dalej możliwość strzelania blisko domów i wreszcie możliwość karania ludzi za to, że znaleźli się (nawet przez przypadek) na obszarze polowania.
Poziom uprawnień, które dostają myśliwi jest zdecydowanie zbyt duży i to zarówno z punktu widzenia obrońcy przyrody, jak i z punktu widzenia, wyznającego święte prawo własności, konserwatysty. To trochę tak, jakby pozwolić rowerzystom jeździć po prywatnym ogródku. Ustawowo. No chyba, że religia właściciela ogródka zabrania jeżdżenia na rowerze. Wtedy może to udowodnić przed sądem. Niestety ale to czysty absurd.
Odstrzał Żubrów w Puszczy Boreckiej jest bardziej problematyczny i racja leży po trochu po obu stronach. Nie koniecznie należy do żubrów strzelać, ale wciąż wymagają one czynnej ochrony. Dalecy jeszcze jesteśmy od stworzenia stabilnej ogólnopolskiej populacji żubra.
Głównym problemem strony Lasy Państwowe/SGGW jest absolutnie nieetyczny biznes, który powstaje przy okazji odstrzału żubrów. Ludzie, którzy płacą ciężkie pieniądze za to żeby móc strzelać do rzadkiego, narażonego na wyginięcie gatunku. Sprzedawanie tego mięsa do restauracji. Takiego odstrzału, jeśli już jest on potrzebny (co nie zawsze jest pewne) powinien dokonać profesjonalny łowczy, a mięso powinno zostać zutylizowane, ewentualnie trafić do domów dziecka/dla bezdomnych/na caritas.
Robienie z odstrzału biznesu i zarabianie na tym pieniędzy zawsze podważa profesjonalizm i wiarygodność ludzi podejmujących decyzje o odstrzale.
Zresztą to jest podstawowy problem naszego myślistwa. Jest ono uprawiane przez grupę hobbystów dla własnej frajdy zabijających zwierzęta, zamiast być smutnym obowiązkiem wąskiej grupy zawodowych łowczych. Cały czas w powszechnej opinii pokutuje fałszywe przekonanie, że myśliwi mają jakiś pozytywny wpływ na przyrodę, że pełnią funkcję regulacyjną.
Fikcja ta jest za wszelką cenę podtrzymywana, myśliwi starają się nas przekonać, że to tylko dzięki nim, dziki których jest tak dużo ostatnimi czasy nie mnożą się jeszcze bardziej. A jednak ogromny wzrost populacji dzików, saren czy jeleni dzieje się między innymi za sprawą zimowego dokarmiania tych zwierząt. Zresztą widać to gołym okiem. Ci z Was, którzy chodzą do lasu częściej niż od święta, pewnie pamiętają, że jeszcze 15 lat temu spotkanie sarny albo dzika to nie było coś codziennego. Dziś sarny, czy dziki widuję prawie każdego dnia. Często nie muszę wychodzić do lasu. Wystarczy spacer od stacji kolejowej do domu.
To co napiszę teraz będzie skrajnie niepopularne w niektórych kręgach, ale rozwiązaniem problemu jest przestać dokarmiać i... utrzymać odstrzał na tym samym poziomie przez kilka lat. Chodzi po prostu o to, żeby doprowadzić do sytuacji, w której o ilości zwierząt będzie decydowała pojemność siedliska, a nie sztuczne dokarmianie. Zabijanie zawsze boli, ale w takim wypadku trzeba myśleć o całych ekosystemach i ich równowadze, a nie pojedynczych osobnikach. Po takiej kuracji nie będziemy potrzebowali więcej myślistwa w obecnej formie. Wystarczy wspomniana wcześniej mała grupa zawodowych łowczych.
Ta mała grupka jest wciąż potrzebna ponieważ, mimo wszystko, ekosystemy są już bardzo zniszczone i pofragmentowane. Jest też potrzebna by bronić rodzimej przyrody przed gatunkami zawleczonymi, czyli takimi, które nie występują u nas naturalnie, a dostały się i żyją w naszym regionie za sprawą ingerencji człowieka (norka amerykańska, jenot, szop pracz) - stanowią one często śmiertelne zagrożenie dla gatunków rodzimych. Te wymienione przeze mnie są niebezpieczne zwłaszcza dla ptaków wodnych i gryzoni. Nie należy też zapominać o lisach, które za sprawą ingerencji człowieka (szczepionka na wściekliznę) również rozmnożyły się ponad wszelką miarę.
Podsumowując jesteśmy wstanie dość szybko wyeliminować myślistwo (Wystarczy chcieć!) jednak ludzie zabijający zwierzęta wciąż będą potrzebni, ze względu na dawną ludzką głupotę i nieostrożność. Może kiedyś i to uda się wyeliminować, ale patrząc na obecną sytuację na świecie - jeszcze daleka droga przed nami.

Żubr europejski
Żubr - fot. Michael Gäbler, licencja CC BY 3.0

poniedziałek, 5 lutego 2018

Globalne ocieplenie - smutna prawda.

Jeszcze nie tak dawno temu nie wierzyłem w antropogeniczność ocieplenia klimatu. Wielu z nas nie wierzyło. Część nie wierzy dalej.
Mimo, że najważniejsze światowe instytucje naukowe (w tym PAN) poświadczają ten fakt swoim autorytetem. NASA przygotowała nawet specjalną listę: https://www.opr.ca.gov/s_listoforganizations.php
Istnieją liczne badania, a klimatolodzy na całym świecie są zgodni, klimat się zmienia, winny temu jest dwutlenek węgla emitowany przez człowieka. W związku z tą emisją powstało zresztą wiele mitów (http://naukaoklimacie.pl/fakty-i-mity), które zresztą zostały obalone przez liczne badania.
Dzisiaj możemy być pewni negowanie antropogeniczności globalnych zmian klimatycznych jest tak samo nienaukowe jak negowanie ewolucji, kulistości ziemi czy grawitacji.
Wspominałem o mitach, jednym z tych najczęściej rozpowszechnianych jest ten, że to pycha i przesada twierdzić, że człowiek może wpływać na klimat. Otóż może. Jeszcze nie dawno wydawało się przesadą stwierdzenie, że człowiek może wyciąć większą część lasów tropikalnych (to już się dzieje), czy doprowadzać do wymierania powszechnie występujących gatunków (jakże popularny jeszcze 40 lat temu Węgorz Europejski, dziś jest krytycznie zagrożony wyginięciem).
W jaki sposób da się rozpoznać, że to CO2 emitowany przez człowieka wpływa na klimat, znajdziecie tutaj: http://naukaoklimacie.pl/…/mit-dwutlenek-wegla-emitowany-pr…
Mimo faktów, mimo naukowego consensusu wielu ludzi wciąż powątpiewa w to, że globalne ocieplenie jest dziełem człowieka, a nawet w samo jego istnienie. Nie bądźcie, jak Ci ludzie.

czwartek, 1 lutego 2018

Wygląda na to, że jestem antysemitą, ale starczy już machania szabelką

Zdania o ustawie nie zmieniłem. I podtrzymuje moje zdanie z poprzedniego posta, jest czarna karta polskiego antysemityzmu, którego należy się wstydzić. Niezmienne pozostaje też moje zdanie, że o tym, że za nasz antysemityzm powinniśmy się wstydzić świat przypomina nam bez przerwy, o bohaterstwie polaków, którzy ratowali żydów (statystyki Sprawiedliwych wśród Narodów Świata, również są w podlinkowanym wyżej poście) świat wygodnie zapomina.
Reakcja Izraela to odrażający pokaz nacjonalizmu, samolubstwa i robienia z siebie jedynej ofiary. Dokładnie tak samo zareagowała prasa prawicowa, która z pozycji słusznych argumentów błyskawicznie przeszła do ujadania, nacjonalizmu, momentami wręcz chamstwa (tytuł felietonu Rafała Ziemkiewicza w Interii "Żydzi do Gazy").

Reakcja USA zapewne w wyniku lobbingu Izraela i środowisk żydowskich jest równie nie zrozumiała. Jednak jedno jest pewne w tej sytuacji nie należy machać szabelką. Trzeba po prostu zakazać sformułowania "polskie obozy zagłady". I wycofać się na razie z budzących niezrozumiałe kontrowersje zapisów.

Zapewne jest to nie w smak zarówno polskiej prawicy, jak i Izraelowi ale historia Żydów i Polaków jest ze sobą nierozerwalnie złączona. Do tego stopnia, że wielu Żydów uważało się bardziej za Polaków. Tak tylko z kronikarskiego obowiązku przypomnę kilku z pośród wielu wybitnych Polaków, którzy byli jednocześnie Żydami lub mieli żydowskie pochodzenie:

Julian Tuwim (poeta)
Stanisław Ulam (wybitny matematyk nie mógł studiować w Polsce ze względu na antysemickie getto ławkowe)
Gustaw Herling-Grudziński (pisarz)
Jan Brzechwa (poeta)
Jan Kiepura (śpiewak)

Krzysztof Kamil Baczyński (poeta)
Henryk Wieniawski (kompozytor)
Bolesław Leśmian (poeta)
Marek Edelman (kardiochirurg)
Bronisław Geremek (opozycjonista, Minister Spraw Zagranicznych)
Ludwik Hirszfeld (lekarz, bakteriolog, immunolog, twórca współczesnego podziału grup krwi)


środa, 31 stycznia 2018

Uczucia religijne, uczucia ateistyczne, skoki narciarskie... Chwila, jakie skoki narciarskie?

Dużo się dzieje, to w tym tygodniu będę dużo pisał. Tym razem o artykule Wojciecha Kuczoka dla Gazety (Uwaga paywall)  oraz odpowiedzi naszych skoczków przytoczonych przez red. Kalembę na łamach Onetu .

Atak Wojciecha Kuczoka jest kuriozalny. Jestem ateistą, nie wstydzę się tego, niektórzy twierdzą, że jestem ateistą wojującym, ja sam raczej uważam się za ateistę obronnego (tak długo jak jestem systemowo przytłaczany religią, tak długo z nią walczę). Ale krytykowanie Kubackiego za wykonanie znaku krzyża jest absurdem. Niech każdy sobie wierzy w co chce. Niech wykonuje gesty, które chce. Kubacki nie jest sędzią,  nauczycielem czy politykiem. Nie musi oddzielać "obowiązków służbowych" od prywatnych poglądów. Tak samo nie przeszkadza mi głęboka wiara Kamila Stocha. Jest sportowcem co innego jest ważne.

Jedyne co zabolało to odpowiedź Dawida Kubackiego "skoro jest ateistą to jakie ma uczucia". Ale skoro był tak bezpardonowo atakowany, to chyba można mu tą nieprzemyślaną (lub wypaczoną przez media?) odpowiedź wybaczyć.

wtorek, 30 stycznia 2018

Paradoks dwóch plemion - czyżbym właśnie został antysemitą?

Dotknął mnie paradoks dwóch plemion - zacząłem się zastanawiać, czy skoro zgadzam się z opiniami skrajnie prawicowych mediów i rządu, to przypadkiem się nie mylę. Przecież oni tak często kłamią i manipulują.
Pogłębiłem "risercz" i wniosek jest prosty. Ja się nie mylę. Prawica też się nie myli.
Chodzi oczywiście o zmianę ustawy o IPN oprotestowanej przez Izrael, środowiska żydowskie i liberalne. Ustawa wprost walczy z nazywaniem polskimi niemieckich nazistowskich obozów koncentracyjnych. A także przypisywania Polsce i Polakom wbrew faktom zbrodni nazistowskich i innych zbrodni wojennych i tym podobnych (nie będę tutaj wchodzić w szczegóły wymienianych zbrodni).
Ustawa jest ze wszech miar słuszna. Podkreśla, że penalizacja dotyczy przypisywaniu "wbrew faktom" oraz stwierdza, że "nie popełnia przestępstwa sprawca czynu zabronionego określonego w ust. 1 i 2, jeżeli dopuścił się tego czynu w ramach działalności artystycznej lub naukowej".

Sprawa wydaje się absolutnie czysta. Oczywiście nie należy zapominać o wstydliwej karcie historii jaką jest polski antysemityzm w II RP i początkach PRL, ale to jest nam, Polakom, przypominane na każdym kroku. Każdy kto ma więcej rozumu niż ameba wstydzi się za getta ławkowe, za rok 1968.Wstydzi się za szmalcowników, najgorsze kreatury, które zrodziła druga wojna światowa.
Jednocześnie jakoś zapomina się o tym, zwłaszcza w Izraelu i wśród liberałów, że w Polsce za ukrywanie Żydów groziła kara śmierci, nie tylko dla ukrywającego, ale dla całej jego rodziny.
Mimo to odznaczenie Sprawiedliwego wśród Narodów Świata otrzymało ponad 6 tysięcy polaków - więcej niż przedstawicieli jakiegokolwiek innego narodu. 1/4 Wszystkich przyznanych odznaczeń.

Trzeba mówić i przypominać o polskim antysemityzmie, o polskich zbrodniach, jednocześnie trzeba znać umiar i przypominać o bohaterach, ludziach którzy ryzykowali życie swoje i swoich bliskich, żeby uratować przynajmniej jedno ludzkie życie.

Aktualizacja: Gdy pisałem wpis prawicowe media tylko chwaliły i tłumaczyły ustawę. To co rozpętało się potem to już jeden wielki brutalny atak i czysty żywy antysemityzm. Mojego zdania o ustawie nie zmieniam, jednak taka reakcja mediów prawicowych stawia ich w tym samym miejscu co krytyków ustawy. Przypuszczalnie też w tym samym miejscu, co muzułmanów atakujących ludzi za stwierdzenie, że islam nie jest religią pokoju,czy sowietów głoszących "wojnę o pokój".

poniedziałek, 29 stycznia 2018

Rżnięcie głupa [oryginalny post z 4.08.2017]

Mimo decyzji Trybunału Sprawiedliwości wiadome ministerstwo dalej rżnie drzewa. W tym temacie zbyt mi wszystko opadło, żeby się wypowiedzieć. Jednak mam w głowie inny temat.
[Dalej są luźnie przemyślenia. Osobo nie lubiąca "filozofowania" nie warto, byś czytała dalej]
Zaangażowanie polityczne.
Pomyślałem o tym, gdy pod kolejnymi postami (popierającymi obronę sądów, czarny protest i obronę puszczy przed wycinką) na fanpage'u Thorgala widziałem wypowiedzi w stylu "tyle lat z Thorgalem, ale to już koniec", "nie mieszajcie w to postaci z komiksu", "artysta powinien się zająć tworzeniem, a nie mieszać się w politykę".
Otóż nie. Ludzie, którzy twierdzą, że artysta powinien się zająć tworzeniem, ewidentnie nie do końca rozróżniają postać celebryty (osoby, która bywa, buduje zasięg, przy okazji czasem uczestnicząc w jakichś wydarzeniach artystycznych) z artystą. Artysta, człowiek tworzący sztukę, musi mieszać się w aktualne i w uniwersalne kwestie społeczne, a więc także w politykę. Co więcej artysta ma pełne prawo do swoich poglądów politycznych i wykorzystywania swojej sztuki i osoby do prezentowania ich. To powinno zmuszać ludzi do przemyśleń, do zastanowienia się, a nie do nienawiści i "obrażenia się" na artystę, za to, że wszyscy na świecie nie są tacy sami.
Żeby nie być gołosłownym, wśród moich ulubionych artystów znalazłem dwie osoby (twórców ze wszech miar wybitnych), którzy osobiście wyrażali skrajnie przeciwne poglądy od moich i otwarcie popierali jedną konkretną partię(której skrajnie nie lubię): Przemysław Gintrowski i Papcio Chmiel. Czy w moich oczach, to że wyrażają takie, a nie inne poglądy ich przekreśla? Nie. Mają prawo do swoich poglądów. Mają prawo do skrajnie odmiennych poglądów od moich, a ich twórczość pozostanie wielka. I zawsze z przyjemnością będę sięgał po płyty Gintrowskiego, czy wracał do ulubionych tomów Tytusa.
Pewien znajomy, polubiwszy tą stronę zwrócił mi uwagę, że w dzisiejszych czasach cierpimy na chorobę jednoznaczności. Nie polubimy strony, z której przekazem nie zgadzamy się w całości, odrzucamy dziennikarzy, artystów, filozofów czy polityków, którzy w jakimkolwiek elemencie prezentują odmienny światopogląd.
Zamykamy się w szklanych bańkach i dzielimy już nie na Daukszewiczowskie "dwa plemiona" ale na dziesiątki małych szepów i osad, tracących możliwość porozumienia się ze sobą. Chyba nie warto.
Problem alergii na "mieszanie polityki" sprowadza się do jeszcze jednego elementu. Uważaniu za politykę każdego pola, w które ona sama się wmieszała. Ostatnio na stronie March for Science znalazłem ciekawe zestawienie.
Jak powinno być?
Naukowcy (eksperci): Mamy problem.
Politycy (nie eksperci): Zastanówmy się nad rozwiązaniem.
Jak jest?
Naukowcy (eksperci): Mamy problem.
Politycy (nie eksperci): Zastanówmy się, czy mamy problem.
Podobnie wygląda to w sprawie Puszczy, naukowcy jasno mówią "nie tnijcie!", politycy mówią "zastanówmy się, czy powinniśmy ciąć czy nie". Dodajmy do tego, że obrona Puszczy przed działaniami ministerstwa, to nie mieszanie się w politykę. To polityka wmieszała się w ochronę przyrody. Wbrew potrzebie i rozsądkowi. Gdy następnym razem ktoś wam zarzuci, że tematem Puszczy wprowadzacie politykę, powiedzcie mu "To nie my mieszamy się w politykę, polityka przyszła do Puszczy wbrew naszej woli".
Niestety tak jest z wieloma tematami: energią atomową, GMO, globalnym ociepleniem, teorią ewolucji. Politycy wchodzą na pole nauki i usiłują dyskutować nad faktami, na poparcie których uczeni mają przytłaczające dowody.

poniedziałek, 22 stycznia 2018

Tajemniczy obcy - szakal złocisty

Ministerstwo Środowiska doprowadziło do wpisania szakala na listę gatunków zwierząt łownych.
Skąd szakal w Polsce? I skoro już jest to czemu, jeśli pamiętacie wpis o gatunkach inwazyjnych, do niego nie strzelać.
Otóż szakal nie jest, paradoksalnie, gatunkiem inwazyjnym. A przynajmniej tak twierdzi duża cześć polskich naukowców. Spotykamy go w kraju od bardzo niedawna (potwierdzone doniesienia o szakalach w Polsce pojawiają się dopiero od 2015 roku).
Jak to działa? Otóż nie ma żadnych dowodów na to, że w przypadku Szakala nastąpiło zawleczenie lub introdukcja w krajach, które jeszcze niedawno były uznawane za znajdujące się poza zasięgiem jego występowania. Zasięg ten poszerza się najprawdopodobniej naturalnie. W takiej sytuacji możemy paradoksalnie myśleć o uznaniu szakala złocistego za gatunek rodzimy.

Pomysł ministerstwa jest wątpliwy także z innych przyczyn - nie mamy prawie żadnych badań dotyczących liczebności i zachowań tego gatunku w Polsce. Argumentowanie odstrzału prowadzeniem badań obnaża (po raz kolejny) pełne zacofanie ministerstwa w kwestii ochrony przyrody.
Odchodząc od dziwnych pomysłów przedstawicieli rządu wróćmy do pytania czemu szakal złocisty rozprzestrzenia się na północ Europy. Naukowcy nie mają jednego wytłumaczenia, wśród przyczyn wymieniają między innymi ocieplenie klimatu, zbyt małą populację wilków, oraz objęcie szakala ochroną w niektórych rejonach Bałkanów.
Cześć naukowców zajmujących się gatunkami inwazyjnymi, sugeruje, że niebezpośredni udział człowieka w zwiększeniu się zasięgu szakala jest faktem. To człowiek odpowiada za zmiany klimatyczne i zmianę sposobu użytkowania obszarów wiejskich, w związku z tym optują za uznaniem szakala złocistego za gatunek obcy.
Jednocześnie warto zwrócić uwagę, że postawa najpierw strzelać, potem badać budzi wątpliwości. Zwłaszcza w przypadku gatunku, który w naszym ekosystemie jest nowy i co do którego inwazyjności nie ma, do tej pory, znaczących dowodów.

poniedziałek, 15 stycznia 2018

O co chodzi w Puszczy [zestaw mitów opracowany na przełomie czerwca i lipca 2017]

Ostatnio pojawia się tyle mitów i mylnych informacji, że postanowiłem je opisać. Poniższy tekst zawiera parę uproszczeń. Na dole znajdziecie link do broszurki, która odpowiada na pytania szerzej i odsyła do dokładniejszych publikacji.
Mit 1
Leśnicy ratują puszę. Gradacja jest winą ekologów.

Otóż nie. Gradacja kornika (również w lasach antropogenicznych) związana jest z ciągłym cofaniem się południowej granicy zasięgu świerka. Gradacja jest naturalnym procesem - efektem tych zmian. Kornik atakuje tylko stare i słabe świerki, łącznie do tej pory ledwie 8% drzewostanu. Dodatkowo nie atakuje naturalnych dla Puszczy drzewostanów liściastych. W końcu po wielu dekadach również na obszarach "zjedzonych" przez kornika będzie rósł las mieszany.
Mit 2
Usuwanie martwych drzew pomaga walczyć z kornikiem.
Przeciwnie. Martwe drzewo zostało już opuszczone przez kornika, a rozwijają się w nim liczne organizmy od śluzowców po dzięcioły i sóweczkę. W tym naturalni wrogowie kornika. Żeby zwalczyć gradacje potrzeba usunięcia co najmniej 80% żywych, zarażonych drzew. Nie jest to możliwe, ze względu choćby na Park Narodowy, rezerwaty, czy granicę państwową.
Mit 3
Nie będzie puszczy.
Jak już napisałem kornik zniszczył około 8% drzew. Ponadto takie na prawdę naturalne lasy są mozaiką drzew młodych, starych i martwych (to się oczywiście zmienia na różnych etapach życia lasu). Niestety ten las, który znacie na co dzień - równo zasadzone w rządkach drzewa, nie mają nic wspólnego z prawdziwym lasem.
Mit 4
Leśnicy wiedzą jak zająć się Puszczą.
Niestety ale to nie prawda. Lesnicy wiedzą jak gospodarować lasem. Wiedzą jak zarabiać na drewnie, obecnie umieją to nawet robić nie dewastując całkowicie środowiska (jak to miało miejsce podczas XIX wiecznej "świerkomanii").
Środowisko naukowe, w przytłaczającej większości jest zgodne - w Puszczy należy chronić procesy - cała Puszcza powinna zostać Parkiem Narodowym.
Mit dodatkowy
Przykład Lasu Bawarskiego (i nie tylko)
Las Bawarski i Szumawy są przykładem zniszczeń w ekosystemie poczynionych ręką leśników podczas XIX wiecznej "świerkomanii". Obecnie są doskonałym przykładem naturalnych odnowień. Są miejsca jak część Karpat i Sudetów, gdzie ręka leśnika jest potrzebna, by odnowić naturalną dla dolnego regla buczynę karpacką i sudecką. Tam drzewa liściaste nie mają się skąd wysiewać. W Puszczy mają. Tym bardziej powinniśmy zadbać o to, by pozostała bezcennym dla środowiska, nauki i wszystkich ludzi skarbem.
Powyższy tekst oparłem m.in. na ulotce opracowanej przez:
dr. hab. Rafała Kowalczyka prof. PAN, dyrektora Instytutu Biologii Ssaków PAN
prof. dr. hab. Piotra Tryjanowskiego, dyrektora Instytutu Zoologii Uniwersytetu Przyrodniczego w Poznaniu.
dr. Michała Żmihorskiego z Uniwersytetu Rolniczego w Uppsali i Instytutu Ochrony Przyrody PAN
Ulotkę możecie przeczytać tutaj: https://drive.google.com/…/0B6-oaYd8Um6KT3dIUzQzaklYVzA/view

piątek, 29 grudnia 2017

Fakty i mity o Puszczy Białowieskiej

Jeszcze raz o Puszczy.
Ostatnio pojawia się tyle mitów i mylnych informacji, że postanowiłem je opisać. Poniższy tekst zawiera parę uproszczeń. Na dole znajdziecie link do broszurki, która odpowiada na pytania szerzej i odsyła do dokładniejszych publikacji.

Mit 1
Leśnicy ratują puszę. Gradacja jest winą ekologów.

Otóż nie. Gradacja kornika (również w lasach antropogenicznych) związana jest z ciągłym cofaniem się południowej granicy zasięgu świerka. Gradacja jest naturalnym procesem - efektem tych zmian. Kornik atakuje tylko stare i słabe świerki, łącznie do tej pory ledwie 8% drzewostanu. Dodatkowo nie atakuje naturalnych dla Puszczy drzewostanów liściastych. W końcu po wielu dekadach również na obszarach "zjedzonych" przez kornika będzie rósł las mieszany.

Mit 2
Usuwanie martwych drzew pomaga walczyć z kornikiem.
Przeciwnie. Martwe drzewo zostało już opuszczone przez kornika, a rozwijają się w nim liczne organizmy od śluzowców po dzięcioły i sóweczkę. W tym naturalni wrogowie kornika. Żeby zwalczyć gradacje potrzeba usunięcia co najmniej 80% żywych, zarażonych drzew. Nie jest to możliwe, ze względu choćby na Park Narodowy, rezerwaty, czy granicę państwową.

Mit 3
Nie będzie puszczy.
Jak już napisałem kornik zniszczył około 8% drzew. Ponadto takie na prawdę naturalne lasy są mozaiką drzew młodych, starych i martwych (to się oczywiście zmienia na różnych etapach życia lasu). Niestety ten las, który znacie na co dzień - równo zasadzone w rządkach drzewa, nie mają nic wspólnego z prawdziwym lasem.

Mit 4
Leśnicy wiedzą jak zająć się Puszczą.
Niestety ale to nie prawda. Lesnicy wiedzą jak gospodarować lasem. Wiedzą jak zarabiać na drewnie, obecnie umieją to nawet robić nie dewastując całkowicie środowiska (jak to miało miejsce podczas XIX wiecznej "świerkomanii").
Środowisko naukowe, w przytłaczającej większości jest zgodne - w Puszczy należy chronić procesy - cała Puszcza powinna zostać Parkiem Narodowym.

Mit dodatkowy
Przykład Lasu Bawarskiego (i nie tylko)
Las Bawarski i Szumawy są przykładem zniszczeń w ekosystemie poczynionych ręką leśników podczas XIX wiecznej "świerkomanii". Obecnie są doskonałym przykładem naturalnych odnowień. Są miejsca jak część Karpat i Sudetów, gdzie ręka leśnika jest potrzebna, by odnowić naturalną dla dolnego regla buczynę karpacką i sudecką. Tam drzewa liściaste nie mają się skąd wysiewać. W Puszczy mają. Tym bardziej powinniśmy zadbać o to, by pozostała bezcennym dla środowiska, nauki i wszystkich ludzi skarbem.

Powyższy tekst oparłem m.in. na ulotce opracowanej przez:
dr. hab. Rafała Kowalczyka prof. PAN, dyrektora Instytutu Biologii Ssaków PAN
prof. dr. hab. Piotra Tryjanowskiego, dyrektora Instytutu Zoologii Uniwersytetu Przyrodniczego w Poznaniu.
dr. Michała Żmihorskiego z Uniwersytetu Rolniczego w Uppsali i Instytutu Ochrony Przyrody PAN
Ulotkę możecie przeczytać tutaj: https://drive.google.com/…/0B6-oaYd8Um6KT3dIUzQzaklYVzA/view

poniedziałek, 18 grudnia 2017

Klątwa - Niepotrzebne epatowanie wulgarnością [Oryginalny post z 19.06.2017]

Dzisiaj może niektórych zaskoczę, ale odniosę się do konserwatyzmu w nazwie strony. A tematem będzie słynny już spektakl z Teatru Powszechnego
Tak ja broniłem demonstrantów podczas pierwszych protestów przeciwko spektaklowi "Klątwa", którzy tylko stali i się modlili, tak muszę jednoznacznie skrytykować szerzących nienawiść bandytów, którzy protestowali ostatnio.
Jednocześnie muszę skrytykować sam spektakl. Niezależnie od całkiem ciekawego i trafnego przesłania, Klątwa jest świetnym przykładem swoistej wulgaryzacji sztuki. Wulgaryzacji nieraz potrzebnej, ale przez niektóre środowiska doprowadzonej do smutnego absurdu.
Jeśli chcemy podjąć się dyskusji na ważny temat, poruszać ważkie tematy możemy wypowiadać się ostro, możemy pokazywać rożne zgubne efekty ludzkich działań, uderzać w odwieczne wartości jednak sztuka, która sprowadza się do rozsierdzenia całych grup społecznych nie sprzyja dialogowi. A tym w końcu powinna być. Niekończącym się dialogiem pomiędzy tymi co byli i tymi co są. Tymi, którzy są prawkami, lewakami, liberałami, socjalistami i tak dalej, i tak dalej.
Innym aspektem tak brutalnej wulgaryzacji wydaje się chęć rozgłosu, skupienie na osobie twórcy, nie zaś na samej sztuce i myślom, które porusza.
Czytam (w ostatniej Polityce) taki opis innej sztuki autora Klątwy:

"Słynny spektakl Olivera Frljicia, zrealizowany w Niemczech, z wyciąganiem kawałka materiału symbolizującego flagę z waginy kobiety w muzułmańskiej chuście, wcześniej gwałconej przez postać ucharakteryzowaną na Chrystusa"
W takim momencie zadaje sobie jedno pytanie: po co? Dla mnie sprawia to wrażenie wulgaryzacji nastawionej tylko na szok i rozgłos z nim związany. Trochę jakby nakręcić film pornograficzny i upierać się, ze ma on przesłanie. Taka sztuka nie przysparza chwały ani twórcy, ani idei, której chce służyć. A zamiast zachęcać do dialogu, zachęca co najwyżej do wymiotów.

poniedziałek, 11 grudnia 2017

Jak chronić lasy?

Mógłbym pisać o Puszczy, ale temat jest obecnie tak powszechny, że chyba nie ma takiej potrzeby. Lasy Państwowe działają tam na zasadzie "Nie mamy pańskiego płaszcza i co nam pan zrobi". Że przy okazji niszczą jeden z najcenniejszych przyrodniczo obszarów Europy? Tych co podejmują te decyzje niewiele to chyba obchodzi.
Będę pisał jednak o LP, bo wbrew ostatniej nagonce jest to organizacja potrzebna. Wbrew fatalnej (za sprawą postawy w Puszczy) opinii o polskich leśnikach, robią oni w wielu miejscach świetną robotę dla ochrony przyrody. Problemem jest system.
Lasy Państwowe mają zdecydowaną nadprodukcję drewna. Skąd taki wniosek? Na swojej stronie piszą: "50 proc. papieru oraz 9 na 10 mebli wyprodukowanych w Polsce trafia za granicę." Oznacza to że produkcja jest większa niż potrzeby na rynku wewnętrznym. Pokazuje to, że można spokojnie myśleć o umiarkowanych działaniach proekologicznych jak przekształcenie 40% - 50% lasów, tych najcenniejszych, w rezerwaty i Parki Narodowe. Niech pozostałe zostaną nawet zamienione w chamskie plantacje drzew, jeśli dzięki temu ocalimy to co najcenniejsze. Jeśli pozwolimy połowie naszych lasów rosnąć naturalnie mocno poprawimy stan naszej przyrody. Jednocześnie pozostawienie połowy powierzchni lasów na cele przemysłowe nie tylko zaspokoi (z nadwyżkami) rodzime zapotrzebowanie na drewno, nie tylko zapewni leśnikom godne pensje ale jednocześnie może pozwolić na finansowanie z nadwyżek ochrony przyrody.
Na dzień dzisiejszy wydaje się to, niestety, nierealne. Mimo to nie traćmy nadziei, kto wie, może kiedyś znów będziemy mogli myśleć o leśnikach jako o przyjaciołach przyrody, a nie farmerach liczących tylko na jak największy plon i zysk.

poniedziałek, 4 grudnia 2017

Niedźwiedzie - bezpieczne, czy nie [Oryginalny post z 21.03.2017]

Tym razem trochę o głośnej sprawie niedźwiedzia, który zaatakował pracownika leśnego w Bieszczadach. Wypowiadałem się na ten temat w kilku miejscach, ale chciałem zebrać to wszystko razem.
Mam wrażenie, że nie było by tej tragedii, gdybyśmy tylko chcieli robić wszystko by koegzystencja pomiędzy człowiekiem a dziką przyrodą była tak bezpieczna jak tylko się da.
Badania telemetryczne prowadzone przez Tatrzański Park Narodowy pokazują, że młode samce niedźwiedzia brunatnego pokonują setki kilometrów w poszukiwaniu odpowiedniego siedliska, jeden z badanych osobników jednego roku zawędrował z Tatr aż w ukraińską część Karpat.
Jeśli chcemy zachować jak najwięcej przyrody, musimy uwzględniać korytarze migracyjne i obecność dzikich zwierząt także poza obszarami ochronnymi. Alternatywą jest smutna wizja małych zamkniętych obszarów chronionych, będących niczym innym jak ZOO w trochę większej skali.

Jeśli nie chcemy doprowadzić do czegoś takiego potrzebujemy instrukcji i wzorców zachowań, przecież nie jest tak jakby chcieli niektórzy twardogłowi, że wilki łakomie patrzą na wracające z nabożeństwa dzieci, a niedźwiedzie tylko czekają by atakować bawiące się w lesie dzieci. Najbardziej narażeni na spotkanie (niekoniecznie atak) z niedźwiedziem są pracownicy leśni i turyści zapuszczający się w dziksze ostępy (na następny wpis zostawię kwestię zwierząt zbyt przyzwyczajonych do ludzi).
Tutaj pojawia się podstawowe pytanie - czy Lasy Państwowe mają instrukcje i wzorce postępowania dla pracowników, którzy swoje obowiązki wykonują na terenach zamieszkanych przez niedźwiedzie. Być może wystarczy tylko wyposażyć każdego pracownika w służbowy gaz na niedźwiedzie (obowiązkowy element ekwipunku każdego amerykańskiego turysty, zapuszczającego się w okolice zamieszkane przez grizzly). Takie rozwiązanie pozwala zapewnić bezpieczeństwo pracowników i odstraszyć zwierzę bez wyrządzania mu trwałej krzywdy.
Przypadek turystów wydaje się łatwiejszy - poruszając się po szlakach wystarczy, że jesteśmy wystarczająco głośno. W ten sposób możemy spotkać niedźwiedzia i nawet o tym nie wiedzieć. Telemetria, na którą się wcześniej powoływałem wykazała, że niedźwiedzie potrafią przebywać w szczycie sezonu tuż przy ruchliwym szlaku w dol. Kościeliskiej, a mimo to nikt ich nie zauważa.
Jeśli turyście zamażą się podróże poza oznaczonymi szlakami (jeśli nawet nie u nas, to na Ukrainie czy w Rumunii) inwestycja we wspomniany wyżej gaz może okazać się nie głupim zabezpieczeniem.
Nie można zjeść ciastka i mieć ciastka, jeśli chcemy żyć w kraju, w którym wciąż można spędzić czas wśród dzikiej przyrody, musimy być gotowi na to, że wiąże się to z ryzykiem.

poniedziałek, 27 listopada 2017

Wycinają drzewa [oryginalnie post z 20.02.2017]

Po zmianie prawa w kwestii wycinki drzew padają wszystkie argumenty, o tym, że prywatni właściciele lepiej dbali by o przyrodę niż państwo.
Widać wyraźnie, że państwo musi chronić przyrodę przed ludźmi, także tą, która znajduje się na ich prywatnych działkach.
Sytuacja z wycięciem przez rolnika drzewostanu w obszarze Natura 2000, czy ostatnie zniszczenie skweru przed urzędem dzielnicy w śródmieściu Warszawy pokazuje jasno, że na jednego Władysława Zamojskiego, przypada 100 000 Homolacsów i innych niszczycieli środowiska.
Państwo może przyrodę chronić lepiej, skuteczniej i bardziej całościowo i musi również chronić tą przyrodę na prywatnych działkach. Obecna sytuacja pokazuje jasno, że przeciętny człowiek zdecyduje się chronić przyrodę na swoim prywatnymi terenie tylko, jeśli będzie miał z tego szybkie doraźne zyski, albo nie będzie tego robił w ogóle.

#LexSzyszko działa. Nie chciałem wierzyć w to co piszą, że zamieniają Polskę w Mordor, ale to się niestety dzieje.

poniedziałek, 20 listopada 2017

O ochronie przyrody - kontrowersyjnie

Miej za duże problemy z kłusownikami - ludzie narzekają, ale wzruszają ramionami.
Strzelaj do kłusowników, kiedy tylko pojawiają się w zasięgu wzroku - wszystkim odbija.
Najbardziej chyba przeraża sposób napisania tego artykułu, jednostronny, grający na emocjach i jednostronnie anty ekologiczny.
Jeśli jedynym sposobem, na ocalenie populacji i jest zabijanie kłusowników na miejscu, to jest to słuszne rozwiązanie. Owszem wymaga pewnie to dopracowania, ale działa. A miejscowi? Gdyby miejscowi od lat nie pomagali kłusownikom jako tropiciele, to może problem nie urósł by do takich rozmiarów, że trzeba strzelać.
Co do kwestii powiększania Parków Narodowych - brawo Indie. Nie cackają się jak u nas, tylko powiększają. Odgórnie. Chronią skarby przyrody, które są dobrem nie tylko miejscowym, czy nawet ogólnonarodowym ale po prostu ogólnoludzkim.

http://www.bbc.com/news/world-south-asia-38909512

poniedziałek, 13 listopada 2017

Walka ze smogiem - chcieć to móc [dwa przykłady]

Zakopane pomaga wymieniać piece.

Jak widać jak się chce to można. Nawet w skrajnie konserwatywnym Zakopanem.
Prosty system, który odciąży podatkowo ludzi, którzy dbają o środowisko naturalne. Nie jest to może tak skuteczne jak podatek węglowy, ale również przynosi pozytywne efekty.
Ochrona środowiska wymaga nakładów, ale zyski (w opiece zdrowotnej, samopoczuciu społeczeństwa, a także ochrona przed zgubnym wpływem zderegulowanych ekosystemów na nasze życie) są nie do przecenienia.

Kraków zaostrza kontrole

Muszę pochwalić też Kraków. Walka ze smogiem to nie tylko edukacja i wspieranie nowoczesnych, czystych rozwiązań, to także skuteczne wyłapywanie i karani bandytów, którzy dla swojej własnej wygody trują powietrze, którym oddychamy wszyscy.
Pomaga technologia, która jeszcze dwie dekady temu wydawała się niedostępna dla przeciętnego człowieka. I po raz kolejny odpowiedzialne (choć wciąż nie wystarczająco daleko idące) zachowania samorządów.

poniedziałek, 6 listopada 2017

Dekret Bieruta i mieszkańcy kamienic [oryginalna data posta 26.08.2016]

Wraca znów temat dekretu Bieruta i odzyskiwania Warszawskich kamienic. Wiadomo, że własność prywatna jest święta, jednak jestem gorąco przekonany, że skupienie się tylko na tym jednym elemencie rodzi więcej problemów.
Zacznę od łatwiejszego problemu budynki stojące na ziemi, która należała przed wojną do kogoś innego. Pojawiają się dwa problemy. Po pierwsze oddanie własności prawowitym właścicielom ziemi (wraz z budynkiem) sprawia, że dostają oni więcej niż powinni, po drugie krzywdzi to obecnych mieszkańców tego miejsca. Najuczciwszym rozwiązaniem wydaje się rekompensata finansowa, która pozwoli zminimalizować karę, którą ponoszą ludzie i państwo za grzechy narzuconego z zewnątrz reżimu.
Kwestia samych kamienic jest bardziej skomplikowana. W teorii można oddawać je w całości, ale warto by tutaj stworzyć jakieś mechanizmy broniące ich mieszkańców. Niech nowy właściciel ma obowiązek zorganizować mieszkania zastępcze albo jeszcze lepiej - obejmijmy mieszkańców okresem ochronnym. 10 -15 lat bez podwyższania czynszów, czy możliwości eksmisji (jeśli nie zalegają z opłatami). W końcu te kamienice to spadek po dalekim przodku, nic się nie stanie jeśli w obronie ludzi w nich mieszkających zarabiać zacznie dopiero kolejny potomek.
Na koniec zostawiam kwestię, która nie powinna budzić wątpliwości - jeśli prawa do budynków i działek są nabywane poprzez machlojki i kombinacje (nawet zgodne z prawem - prawnicy się o to postarają), podstawionych ludzi i oszustwa, takie prawa nie powinny być uwzględniane. To oczywiste dla każdego prawego i lewego, liberała i konserwatysty. To kwestia etyki.

poniedziałek, 23 października 2017

Trochę gdybania o podatkach, ale co ja mogę jak już się głowią nad tym i Pikety i Gates...

Podatki to ostatnio głośny temat, więc trochę o podatkach. Dziś teoretycznie, następnym razem o propozycjach rządu.
Na początek kilka założeń
Podatki są potrzebne.
Redystrybucja jest potrzebna.
Zarówno skrajny wolny rynek (porównajcie: rządy Pinocheta w Chile, Wielki kryzys) jak skrajny etatyzm (ZSSR, Chiny Mao, Kuba, Kambodża Pol Pota) prowadzi do zbiednienia znacznych grup społeczeństwa.

Problemy z podatkami:

1) Opodatkowanie pracy
Najczęstszy i przypuszczalnie jeden z najlepszych systemów redystrybucji - progresywne podatki dochodowe rodzą często uzasadnioną złość lepiej zarabiających. Oczywiście argument, że Ci którzy zarabiają więcej pracują lepiej (czy członek zarządu kolei pracuje lepiej od konduktora?) jest nie trafiony. Ale już taki, że kara się za samą pracę jak najbardziej.
Z drugiej strony podatek liniowy nie starczy na skuteczne zasypanie nierówności społecznych.
Superpodatki (w stylu 75% podatek dochodowy dla najwięcej zarabiających) wydają się skrajnie złodziejskie. Z drugiej strony z pewnością znacząco ograniczyły by już samą chęć wypłacania gigantycznych pensji (aktorom, piłkarzom, prezesom zarządów - czy im się należy, to już raczej kwestia filozoficzna). Jedno jest pewny taki podatek nie może działać jeśli nie jest globalny (co pokazuje przykład Francji).

2) Opodatkowanie kapitału.
Dochody kapitałowe wydają się być zaprzeczeniem demokratycznych i merytokratycznych podstaw społeczeństw zachodnich - progresywny podatek od zysków kapitałowych (tak by opodatkować ludzi, którzy zarabiają pieniądze a nie zbierają na starość) wydawał by się dobrym krokiem w stronę ograniczenia nierówności. Jednak znowu potrzebujemy go w skali globalnej, lub chociaż Europejskiej jeśli chcemy uniknąć zbytniego odpływu kapitału do krajów, które takie podatku nie wprowadzą.

3) Podatek obrotowy
Bardzo ryzykowny, bo ograniczający inwestycje, jednak również mogący służyć powstrzymaniu wypłukiwania zysków za granicę, czy ukrywanie w kosztach faktycznych dochodów. Przy odpowiednio ustawionych progach może okazać się skutecznym batem na wielkie korporacje. Jedno jest pewne zrobią one wszystko, żeby uniemożliwić wprowadzenie takich podatków.

4) Podatek od towarów luksusowych.
Czyli dodatkowy podatek odprowadzany (podobnie jak VAT) przy zakupie pewnych towarów. Wydaje się najbardziej logiczny i najuczciwszy - Kupujesz jacht za 10 milionów dolarów? Dorzuć jeszcze 5 na społeczeństwo, które nic nie będzie miało z Twojej rozpusty. Znów problem jest jeden - podatek taki musiał by być globalny.
Podsumowując - jeśli chcemy rozwiązać problem szybko rosnącego rozwarstwienia społecznego musimy szukać rozwiązań globalnych. Inaczej nic z tego nie będzie.

poniedziałek, 16 października 2017

"A wszyscy tacy sami, a wszyscy z jednej gliny..."

Fascynuje mnie pewna rzecz - libertarianie, anarcho-kapitaliści i tym podobni walczą z obecnym ustrojem gospodarczym na świecie twierdząc, że to socjalizm, który za dużo daje biednym, za dużo zabiera przedsiębiorczym. Socjaliści, zieloni, socjaldemokraci itd. walczą z obecnym ustrojem na świecie twierdząc że jest kapitalizmem, w którym bogacą się najbogatsi a cała reszta biednieje.
Może warto usiąść i zastanowić się co naprawdę jest nie tak z gospodarką światową i ustrojami gospodarczymi w państwach. Tak, żeby bogacić mogli się wszyscy.

Disklajmer: Tytuł jest cytatem z piosenki Artura Andrusa "Glany i pacyfki"

poniedziałek, 9 października 2017

Katalonia jeszcze raz, na spokojnie

Zarówno władze w Madrycie jak i w Barcelonie są, przepraszam za wyrażenie, w dupie. Na swoją własną prośbę. Chociaż zdecydowanie bardziej do tej tragicznej sytuacji przyczyniły się władze Hiszpańskie z premierem Rayojem na czele.
Madryt zdecydował się pójść na konfrontację. Użył przemocy. Zastraszał. Groził. Postawił rząd Kataloński pod ścianą. Zostawił im wybór - ogłosić niepodległość, albo skompromitować.
Zresztą wyobraźmy sobie sytuację, w której referendum jest przeprowadzone w spokoju i z błogosławieństwem władz centralnych. Przy braku progu frekwencji do urn idzie większość. Głosy rozkładają się po równo, a Barcelona w najlepszym wypadku może wykorzystać wyniki do wzmocnienia autonomii i swojej pozycji względem Madrytu.
Niestety starły się dwie nacjonalistyczne opcje. Efekt może być opłakany. Winna jest też Europa, nie tylko tego, że nie zareagowała na przemoc. Trzeba było tworzyć Państwo Europa, Europę Regionów, kiedy jeszcze było to możliwe. Państwo Europa silne swoimi patriotycznymi regionami, było by zdecydowanie silniejszym i pewniejszym tworem niż Europa Narodów, rozrywana przez nacjonalistyczne egoistyczne dążenia.